Kategorie: Wszystkie | gratisy i testowania | kuchnia | o dzieciach
RSS
poniedziałek, 30 czerwca 2014

Od rana pada, zimno... To chyba dobry powód do okazja do osłodzenia sobie dnia :)

Dziś polecam fondue czekoladowe. Proste, a daje tyle przyjemności :)

j

Jeśli jeśli robię je w towarzystwie, gdzie ma uprzyjemnić spotkanie - od początku robię je nad świeczką: wlewam śmietankę (30%), czekam, aż się zagotuje, dodaję czekoladę (tabliczkę gorzkiej i tabliczkę mlecznej) i daję jej czas na rozpuszczenie się i powolne uwalniania cudownego, czekoladowego aromatu. Stopniuję przyjemność :)

Jeśli ktoś się bardzo śpieszy, można cały proces przyśpieszyć. Wystarczy śmietankę z czekoladą podgrzać w garnuszku na gazie lub w kąpieli wodnej i już gorącą wlać do miseczki nad świeczką.

k

Tak przyrządzane smakuje tak samo, ale traci na uroku ;)

W rozpuszczonej czekoladzie można maczać przeróżne rzeczy - tylko wyobraźnia i smakowe gusta są tu ograniczeniem :)

Najczęściej są to owoce - truskawki, banany, mandarynki, jabłka... Albo ciasteczka - biszkopty, herbatniki, paluszki ptysiowe...

Świetnie nadają się też zwykłe chrupki kukurydziane

k

A jeśli już mamy rozpuszczoną czekoladę, można przygotować słodkie, kolorowe podgryzajki dla dzieci: wystarczy chrupki zanurzyć w czekoladzie i potem udekorować barwną posypką cukrową albo innymi dekoracjami.

j

Dzieci będą zachwycone!

Takie chrupki nadają się też do dekorowania innych deserów, np. galaretki z pianką (z ubitego mleka zagęszczonego z żelatyną)

k

Jeśli w ten sam sposób przyozdobicie brzeg salaterki z deserem, szczęście dzieci nie będzie znało granic!

Smacznego! :)

Taką miłą przesyłkę dostarczył mi ostatnio kurier:

s

Według informacji na opakowaniu, ESSENTIAL VEIL to krem "miejski", tzn. jego głównym zadaniem jest ochrona skóry przed szkodliwymi czynnikami występującymi w mieście. W wysokim stopniu chroni też przed słońcem, charakteryzując się wysokim filtrem (SPF 40).

Własnego zdania na razie nie mam, bo nie chcę otwierać kolejnego kremu - zacznę go używać, gdy pokończę inne.

Ale czekam na to z niecierpliwością, bo moje dotychczasowe doświadczenia z Sensilis są więcej niż pozytywne :)

Krem otrzymałam jako nagrodę w minikonkursiku organizowanym na ich FP czyli tutaj. Warto go śledzić :)

czwartek, 26 czerwca 2014

Sałatka zielono-czerwono-żółta

h

Pomysł na tę sałatkę jest wynikiem przypadku. Ale czyż największe odkrycia były zaplanowane? ;)

Potrzebowałam wiśni do ciasta, sięgnęłam po słoik, a kiedy go odkręciłam, zdziwiłam się, skąd w wiśniach liść laurowy. I zorientowałam się, że zamiast wiśni, trzymam w ręku buraczki ćwikłowe w zalewie. Kolor ten sam, kształt podobny, można było się pomylić.

Jakiś czas temu zobaczyłam w sklepie saszetki z olejem Kujawskim z dodatkami, od razu wzięłam jedną „na próbę”, bo sam pomysł bardzo mi się podoba. Wygodne w użyciu, poręczne, lekkie, zajmują mało miejsca i się nie tłuką – co ma szczególne znaczenie, gdy chcemy sałatkę przyrządzić poza domem, na przykład na wyjeździe, albo planujemy choćby coś usmażyć podczas weekendowego pobytu na pikniku. Gotowy dressing, marynata do mięsa albo olej do smażenia, już z przyprawami.

h

A kilka dni temu znalazłam informację o konkursie na sałatkę z użyciem oleju Kujawskiego ze smakiem. Konkurs  pt. "Kujawski ze smakiem do sałatek" jest organizowany przez ZT Kruszwica SA, serwis ZpierwszegoTloczenia.pl i blog Majanowe pieczenie, a szczegóły konkursu znajdziecie tutaj.
Poniżej umieszczony przepis bierze udział w tym konkursie, a ja - oczywiście - przeczytałam i akceptuję jego regulamin.



Postanowiłam spróbować swoich sił w tym konkursie, zwłaszcza że i tak chciałam jakoś kreatywnie wykorzystać kupioną saszetkę. Szukałam inspiracji na ciekawą sałatkę. I właśnie te buraczki mnie zainspirowały :- )

Sałatka zielono-czerwono-żółta

Składniki:

  • Buraki ćwikłowe w zalewie
  • Sałata masłowa
  • Ugotowane jajko
  • Jabłko
  • Kukurydza z puszki
  • Saszetka oleju Kujawskiego z pomidorami, czosnkiem i bazylią.

Wykonanie:

Umyte i odwirowane liście sałaty porwać na kawałki.

Buraki  odsączyć i pokroić na plasterki.

h

Ćwiartkę jabłka (ze skórką) pokroić na cienkie plastry, które potem pokroić na kawałki zbliżone wielkością do plastrów buraków.

k

Jajko pokroić w plastry.

Kukurydzę odsączyć.

Umieszczać w salaterce poszczególne składniki  „na zmianę”, aby uniknąć potrzeby mieszania (podczas mieszania jajka mogą się pokruszyć, a buraki będą barwić inne składniki, co pogorszy wygląd sałatki).

Potrząsnąć saszetką, aby wymieszać olej z przyprawami, polać nim sałatkę.

g

Sałatka gotowa!

 l

Nie byłabym sobą, gdybym choć trochę nie napisała o wartości odżywczej mojej sałatki.

Poza ogromem witamin z warzyw, sałatka dostarcza także przeciwutleniaczy (wit. E z oleju i betanina z buraków), sporo błonnika (buraki i jabłka), magnezu (sałata), kwasów omega-3 (olej rzepakowy i jajka) i żelaza (jajka). Skrobia z kukurydzy i białko pochodzące z jajka sprawiają, że sałatka jest sycąca i zapobiega napadom głodu, jednocześnie nie dostarczając pustych kalorii.

Aromat przypraw, kwaskowy smak buraków z zalewy oraz słodycz jabłka i kukurydzy sprawiają, że sałatka ma orzeźwiający i bardzo przyjemny smak.

Szczerze polecam.



piątek, 20 czerwca 2014

Wyjątkowo krótko czekałam na przesyłkę od sklepu aledobre.pl.

k

 

Nagrodą miało być opakowanie płynnej glukozy, wykorzystywanej m.in. do samodzielnego przygotowania masy cukrowej, przydatnej do zdobienia  tortów i ciastek.

Swój pierwszy tort zdobiony taką masą robiłam dziecku na urodziny, a pisałam o tym tutaj. Wtedy masę kupowałam gotową, już zabarwioną, a gotowy tort wyglądał tak:

k

 

W prezencie do wygranej glukozy dostałam duże opakowania (100 g) mieszanek przypraw

g

które też można kupić na aledobre.pl

Mieszankę nazwaną "Zioła Ojca Mateusza" użyłam wczoraj do doprawienia kurczaka przed pieczeniem. Poza nim dodałam tylko sól i odrobinę słodkiej papryki (dla koloru). Wyszedł przepyszny! Szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia...

Te żółte "kultowe" okulary to nagroda od Lipton Ice Tea, a dokładnie wygrana w konkursiku organizowanym na ich profilu na FB.

k

Mocno przyciemnione, lustrzane. Do twarzy w nich zarówno Monice jak i misiowi :)

k

k

Mnie też przypadły do gustu, więc ostatecznie chyba jednak ja je przejmę :)

Dość długo czekałam na tę nagrodę, ale się doczekałam :)

Zaprojektowane przez siebie (z użyciem dostępnych w aplikacji konkursowej elementów) koszulki dla dziecka, mamy i taty można było wygrać w konkursie organizowanym na stronie BebiKlubu.

k

Do pozowania do zdjęcia w koszulce chętna była jednak tylko Monika :)

d

Do przesyłki było też dołączone opakowanie mleka

d

 

Korzystając z okazji, chciałam serdecznie podziękować wszystkim, którzy pomogli mi wygrać te koszulki, oddając na nie głosy :)

wtorek, 17 czerwca 2014

„Załapałam się” na kolejny test konsumencki, tym razem organizowany przez dział KOBIETA na gazeta.pl.

k

Do testowania dostałam żel pod prysznic marki Apart, z nowej linii preBIOtic. Główną cechą kosmetyków tej linii jest zawartość naturalnych prebiotyków, które odbudowują i wzmacniają naturalną florę bakteryjną skóry człowieka. Zdrowa flora na skórze ogranicza rozwój bakterii, które mogłyby stwarzać zagrożenie zakażenia każdego zranienia czy zadrapania.

O skuteczności omawianego żelu w tym względzie trudno mi mówić, do tego potrzeba raczej badań niż wniosków z kilkukrotnego użycia, ale sama idea jest świetna!

Na pewno mogę natomiast ocenić inne cechy produktu :- )

k

Testowane są różne wersje, ja dostałam z oliwką i buriti (nie ukrywam, że nie wiedziałam, co to jest buriti – teraz już wiem, bo trochę poczytałam o tym owocu).

Najpierw zachwycił mnie zapach. Lekki, delikatny, ale pozostający na długo na skórze. Dla mnie bardzo przyjemny, przypomina mi trochę zapach kwiatów lipy. Dla samego zapachu mam ochotę stale używać tego żelu.

k

Konsystencję ma dobrą, nie za rzadką, więc dość łatwo rozprowadza się go po ciele. Przyjemnie się pieni, łatwo spłukuje. Skóra pozostaje gładka i nawilżona.

Żel jest hipoalergiczny, więc nie zawiera najczęściej uczulających składników. No i dobrze, bo alergicy z AZS i ciągle swędzącą, wysuszoną skórą jeszcze bardziej muszą dbać o odpowiednią florę bakteryjną swoją skórę.

U mnie ten żel świetnie zdał egzamin!

Znacie markę Blue Jay?

g

Urocze sukienki (trochę też spódniczek) dla dziewczynek w wieku od 1,5 roku do 9 lat. Ładne, kolorowe (ale nie pstrokate i falbaniaste), dobrej jakości. Bardzo w moim guście :- )

Dzięki Streetcom mam możliwość uczestniczyć w kampanii DEALS, polegającej na uzyskaniu dużej zniżki na zakupy.

Ale sukienek jednak mamy sporo, a niewiele w nich Monika chodzi, więc ja raczej w tej kampanii nie wezmę udziału. Bo kupowanie czegoś nie niezbędnego, nawet jeśli mi się podoba i jest w promocji, raczej nie jest odpowiednie w obliczu innych, naprawdę niezbędnych wydatków.

Ale trochę mi szkoda. Bo sami popatrzcie:

 kg

 

 

Więcej sukienek można obejrzeć w sklepie, czyli tutaj.

Równocześnie Streetcom przygotowuje kolejną kampanię, z kosmetykami pielęgnacyjnymi dla kobiet po trzydziestce. Wystarczy się zarejestrować klikając tutaj, aby mieć szansę je otrzymać do testowania.

k

 

Korzystanie z komputera mam teraz znacznie utrudnione, bo po naprawie komputera przestało mi działać wifi i w rezultacie Internet mam teraz tylko „na kabelku”, czyli daleko od miejsca, gdzie mogę bezpiecznie trzymać komputer i sobie wygodnie usiąść  :- ) Teraz, żeby podłączyć się do Internetu, muszę przenieść komputer (razem z zasilaczem, bo bateria słabiutka), podłączyć do prądu, podłączyć  kabelek internetowy i wymościć sobie miejsce na podłodze. Niby niewiele, ale jednak znacznie więcej zabiegów, niż po prostu go włączyć :- ) No i musi być spełniony warunek podstawowy – dzieci muszą spać.

Byłam z reklamacją komputera, pan wszystko sprawdził i powiedział, że u nich działa bezprzewodowo. Czyli pewnie coś u mnie z ruterem – tyle, że telefon łapie owo wifi bez problemu!

We wszystkim trzeba szukać dobrych stron: zaletą obecnej sytuacji jest to, że mniej korzystając komputera, mam trochę więcej czasu na inne rzeczy :- )

A innych spraw na głowie też mam sporo, bo zabiegi chirurgiczne u dziecka i wszystko to, co dzieje się wokół, jest bardzo absorbujące – nawet jeśli jest to planowy i może nie jakiś bardzo poważny zabieg… Ale jednak w znieczuleniu ogólnym, czyli właściwie operacja.
Teraz dochodzimy do siebie i mamy nadzieję, że się ładnie wszystko zagoi. I będziemy mogli już zapomnieć o przepuklinie pępkowej…

 

I przesyłek też ostatnio znacznie mniej, ale jeszcze nie całkiem się skończyły.

Może na pierwszy rzut oka nie widać, co to za potworek z rozdziawioną paszczą:

 h

A to jest silikonowa rękawica kuchenna. Pierwszy raz spotkałam się z taką krótką :- )

j

Nie nadaje się może do sięgania do piekarnika, ale można ją szybko założyć, żeby odsunąć pokrywkę z kipiącej zupy albo potrzymać rozgrzane ucho garnka podczas mieszania. Więc się przydaje.

 h

Rękawicę wygrał akurat mąż, bo obydwoje próbowaliśmy się w konkursie Tartare (na ich FP). Byłam zaskoczona, że on wygrał, bo przecież moja odpowiedź była dużo fajniejsza ;- )



piątek, 06 czerwca 2014

Naleśniki ze szpinakiem.

Klasyka.

Ale ja robiłam je pierwszy raz.

W ogóle szpinak pierwszy raz jadłam dopiero na studiach, na dobre do dań ze szpinakiem przekonałam się niedawno, a teraz postanowiłam sama się z nim zmierzyć. Bo codziennie widziałam na straganie takie piękne pęczki szpinaku i było mi żal, że tak się tam marnuje :- )

Ponieważ to moje pierwsze naleśniki ze szpinakiem, zamiast klasycznego przepisu przedstawię relację z tego, jak je robiłam. Może ułatwię komuś decyzję o zrobieniu ich komuś, kto chciałby, ale się waha?

Przepisu na ciasto nie podam, bo śmiesznie by brzmiał: trochę wody, trochę mleka, dwa jajka, trochę mąki razowej i reszta zwykłej mąki pszennej, szczypta soli, odrobinę oleju rzepakowego. No ale tak wygląda mój przepis, nigdy nic nie odmierzam :P

Zatem relację zacznę tak:

  • Usmażyłam całą górę naleśników (z dodatkiem mąki razowej, bo zawsze robię takie).

          k

  • Pęczek (pęk??) szpinaku wypłukałam w wiadrze z wodą, potem przepłukałam jeszcze prysznicem i pozwoliłam mu ocieknąć nad wanną ;- ).j
  • Oderwałam i wyrzuciłam ogonki liściowe, zostawiając same blaszki.f

 

  • Liście pokroiłam (a właściwie zszatkowałam, jak się szatkuje dla kur albo małych świnek)

          j

  • Obrałam czosnek

          f

  • Na dużej patelni roztopiłam łyżkę masła, zanim się zarumieniło wcisnęłam czosnek i przełożyłam szpinak (na raty, bo na raz się nie zmieścił).

          g

          k

  • Posoliłam, dodałam trochę pieprzu, smażyłam parę minut, aż zrobiło się go malutko; dodałam pokrojony w kostkę żółty ser. Szpinak należy doprawić tak, aby miał wyrazisty smak – mój na patelni wydawał się nawet zbyt słony, a gotowe naleśniki okazały się doprawione odpowiednio.

          k

  • Kiedy ser się trochę stopił, wyłączyłam gaz

          k

  • I jeszcze ciepłym farszem przełożyłam naleśniki.

          k

Świeżych liści było tyle, że zastanawiałam się, co zrobię z resztą farszu i już planowałam jego zamrożenie. A okazało się, że po przygotowaniu wystarczyło mi go na 7 naleśników.

          j

Usmażyłam ich znacznie więcej, dlatego dziś kupiłam jeszcze dwa pęczki szpinaku. Resztę (gotowych już naleśników) planuję zamrozić – dobrze mieć gotowy obiad na dni, kiedy nie da się go ugotować.

Gotowe naleśniki odgrzewałam na patelni. Przeważnie podaje się z sosem czosnkowym, ale dla  urozmaicenia (i dodatkowego podniesienia kaloryczności ;- )) można zapiec z żółtym serem: po obróceniu podgrzewanego naleśnika, położyć na wierzchu plasterek sera, przykryć i czekać, aż się zacznie topić.

          j

Ogólnie wyszły naprawdę pyszne! Nawet Monika sporo zjadła, choć na początku kazała sobie wyjmować „zielone”, potem wystarczyło, że udaję, że je wyjmuję, a potem już jadła jak leci. Dodam, że moje dziecko to straszny niejadek i takie zjedzenie należy traktować w kategorii dużego sukcesu :- )

Równolegle zrobiłam wersję dla alergika, aby i Staś skosztował szpinakowych pyszności. Czyli:  naleśniki na jego mleku, tzn. Bebilon Pepti, szpinak (drobniej pokrojony) podsmażany na oleju i bez sera żółtego. Niestety, okazało się, że szpinak bez sera raczej się wysuszył w wiórki niż rozgotował i ta jego wersja była znacznie mniej interesująca… Chyba specjalnie mu nie smakowało, aczkolwiek coś tam zjadł i nowego smaku skosztował :- )



 
1 , 2
Katalog-blogow.pl