Kategorie: Wszystkie | gratisy i testowania | kuchnia | o dzieciach
RSS
piątek, 31 stycznia 2014

A dziś listonosz przyniósł mi taką przesyłkę z taką oto zawartością:

en

 

Tym samym zostałam jedną z 1000 Ambasadorek Enfamil.

Mam taką możliwość, ponieważ zgłosiłam się do udziału
w Wielkim Teście mleka Enfamil Premium 2 i miałam szczęście zostać wybraną.

Test został zorganizowany przez babyonline.pl.

 

Czym mleko Enfamil Preminum 2 odróżnia się od innych mieszanek?

Poza zawartością składników, które wg przepisów muszą znaleźć się w mleku modyfikowanym przeznaczonym dla niemowląt (czyli odpowiednie białka, cukry, sole mineralne, witaminy) zawiera dodatek kwasów tłuszczowych omega 3 i omega 6, a dokładnie ich szczególnych rodzajów tzn. DHA i ARA. Znaczenie tych kwasów dla każdego człowieka, a dla rozwijającego się mózgu dziecka, jest ostatnio coraz lepiej poznawane.

Każda przyszła i obecna młoda mama na pewno słyszała, jak ważne jest dostarczanie dziecku (zarówno jeszcze w brzuszku, jak i po urodzeniu) odpowiedniej ilości tych kwasów. Ich wpływ na rozwój mózgu i wzroku dziecka został potwierdzony w badaniach klinicznych.

W mleku Enfamil Premium 2 udział DHA wśród wszystkich kwasów tłuszczowych jest wyjątkowo wysoki.

czwartek, 30 stycznia 2014

Ilu kucharzy, tyle przepisów na pieczeń.

Ja przedstawię swój. Jego zalety to intensywny smak bez żadnych chemicznych wzmacniaczy oraz prostota (bo w skomplikowane potrawy to ja się nie bawię. Nie chce mi się :) ).

Potrzebne są:

  • kawał mięsa (łopatka, karczek, może być też schab albo szynka)
  • mąka do obtoczenia
  • olej do obsmażenia
  • przyprawy: czosnek, papryka (mrożona), słodka i ostra papryka w proszku, pieprz ziołowy, sól, liść laurowy i ziele angielskie

Wykonanie:

Mięso można pokroić w dość grube plastry (ja tak robię wtedy, kiedy zależy mi na tym, żeby skrócić czas duszenia) albo pozostawić w jednym kawałku. Chyba smaczniejsze jest duszone w jednym kawałku, ale tym razem śpieszyłam się, więc je pokroiłam. Tutaj mam łopatkę.

m

Mięso trzeba obtoczyć w mące

m

i obsmażyć na patelni (na oleju, ale mógłby być i smalec), aż się zacznie rumienić

m

z obydwu stron

m

W tym czasie w garnku (do którego mamy pasującą pokrywkę) postawić na ogniu wodę, do której trzeba dodać przyprawy: ja daję łyżeczkę soli, dwie łyżeczki słodkiej papryki, jedną łyżeczkę pieprzu ziołowego,

m

i odrobinę ostrej papryki (chili, pieprzu cayenne...)

m

Smak poprawia dodatek świeżej albo mrożonej papryki (ja mam zamrożoną, pociętą w małe kawałki - specjalnie do takich dań). Koniecznie trzeba dać jeden lub dwa ząbki czosnku

m

Kiedy woda z przyprawami będzie się gotować, a smażone mięso będzie przyrumienione, wkładamy je do garnka.

m

Przykrywamy i zostawiamy na malutkim ogniu. Dusimy tak długo, aż mięso będzie miękkie, a woda z przyprawami przemieni się w aromatyczny sos. Koniecznie trzeba skosztować, bo może być potrzebna np. dodatkowa sól.

m

Jeśli mięso jest już miękkie, a sos nie zgęstniał odpowiednio, można mu pomóc zagęszczając go mąką - w tym celu najlepiej jest wyjąć mięso z sosu, w kubku rozmieszać z wodą łyżkę mąki pszennej i łyżkę ziemniaczanej (lub więcej, jeśli w garnku jest dużo rzadkiego sosu), zahartować gorącym sosem i wlać do garnka, mieszając jeszcze przez chwilę, aż nabierze odpowiedniej konsystencji i zacznie bulgotać. Włożyć do niego mięso.

Podawać można z ziemniakami, kluskami śląskimi, kopytkami albo kaszą - słowem ze wszystkim, co nam smakuje polane sosem. Bo sosik jest nie mniej cenny niż gotowe mięso.

m

Razem z surówką (konieczną przy takim ciężkim daniu) mamy gotowy bogaty, sycący i rozgrzewający obiad dla zmarzniętego i zmęczonego po ciężkiej pracy w mrozie męża :)

Znacie kosmetyki mineralne? Zainteresowały mnie, sporo o nich czytałam. Ich zalety, wymieniane przez producentów, przemawiają do mnie. Miałam dużą ochotę na to, żeby je wypróbować na sobie.

A co to są te kosmetyki mineralne? Na stronie internetowej sklepu Earthnicity znalazłam następującą informację:

"Nasze kosmetyki mineralne są stworzone wyłącznie z czystych minerałów. Nie znajdziesz w ich składzie żadnych parabenów, substancji zapachowych, alkoholu, olei mineralnych czy syntetycznych barwników, a jedynie składniki mineralne o najwyższej jakości. Nawet gdy zdarzy Ci się zasnąć, nie zmywając makijażu, Twoja cera na tym nie ucierpi!

  Wszystkie nasze produkty charakteryzują się prostym składem, co sprawia, że są przyjazne dla każdej skóry - mogą ich używać nawet osoby o delikatnej i wrażliwej cerze."

Jednak sama teoria nie daje pewności, że coś sprawdzi się u mnie, a dość wysokie ceny nie zachęcają do kupowania produktów "na próbę". Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy udało mi się wygrać próbkę bronzera w mini-konkursie zorganizowanym na facebookowej stronie firmy Earthnicity.

Przesyłka przyszła błyskawicznie, co też świadczy o solidności firmy. Bo skoro poważnie traktują próbki, można być spokojnym, że nie zostanie się zbytym będąc klientem.

ea

Otrzymałam jedną, małą saszetkę bronzera w odcieniu Sunkissed Schimmer (odcień wybrałam dzięki poradnikowi doboru odcienia, dostępnego na stronie internetowej Earthnicity, czyli tutaj.

ea

Od razu chciałam go wypróbować.

Najpierw chciałam dokładnie się mu przyjrzeć, więc odrobinę naniosłam na rękę. Kosmetyk jest sypki. Wysypałam z saszetki parę okruszków, które potem roztarłam palcem na skórze.

ea

ea

ea

Jak widać, wyglądało to całkiem fajnie. Bronzer lekko zmienił koloryt skóry, delikatnie ją przyciemnił, ale nie odróżnił się mocno od naturalnej karnacji.

Zauważyłam, że testowany kosmetyk jest absolutnie bezzapachowy. Ale w końcu skąd minerały miałyby mieć jakiś zapach?

Twarz przed użyciem bronzera tylko umyłam. Naniosłam go za pomocą zwykłego płatka kosmetycznego.

ea

ea

Ilość bronzera widoczna na płatku (i wcześniej na nadgarstku też) pochodzi z saszetki nad zamykającą ją struną - czyli jest ilością "nadprogramową". I spokojnie wystarczyła na całą twarz. Więc pierwszą rzeczą, którą mogę powiedzieć o tym kosmetyku, jest to, że jest niesamowicie wydajny. Podejrzewam, że jeszcze przynajmniej dwa makijaże zdążę zrobić, zanim w ogóle napocznę saszetkę :)

Na skórze twarzy bronzer bardzo łatwo dał się równomiernie rozprowadzić - chyba wynika to z faktu, że składa się z bardzo drobnych, ale absolutnie "niezależnych" cząsteczek, w ogóle nie jest lepki.

Nadał cerze lekko opalonego kolorytu i jednocześnie bardzo ją rozświetlił, tak że stała się błyszcząca. Dobrze wygląda to na policzkach, ale niestety podkreśliło efekt świecącego się nosa.

ea

Czy ta próbka przekonała mnie do kosmetyków mineralnych?

Do tego konkretnego bronzera z pewnością tak :)

Pokryta nim skóra wygląda świetliście i elegancko. Jest rozświetlona, delikatnie błyszcząca - idealnie nadaje się na wieczorowe wyjścia. Bronzer nie matuje skóry, ale też nie taka jest jego rola. Może zastosowanie go na krem matujący lub podkład ustrzeże i ten nieszczęsny nos przed świeceniem się? Będę próbować.

Niestety, przez to nie nadaje się do tego, aby tylko jego zastosować do "uproszczonej wersji" makijażu. A na to trochę liczyłam...

Ale może, jeśli uda mi się zmatowić skórę, zwłaszcza na nosie, kosmetyk będzie dla mnie idealny także na co dzień. Bo koloryt skóry, jej delikatnie brązowa barwa i sam wygląd jej struktury podkreślonej bronzerem bardzo mi odpowiada.

Według producenta makijaż wykonany przy pomocy kosmetyków mineralnych jest wyjątkowo trwały, nie wymaga poprawek w ciągu dnia. Mogę potwierdzić, że wygląd skóry pokrytej bronzerem nie zmienił się w ciągu kilku godzin. Następnym razem pozostawię go na cały dzień, aby się przekonać, jak zachowuje się po jeszcze dłuższym czasie.

Na stronie internetowej Earthnicity znajduje się odnośnik do sklepu, gdzie poza pełnowartościowymi produktami można kupić także próbki, które pozwolą samemu sprawdzić te kosmetyki. Dostępne są zestawy próbek (dwa podkłady, puder, korektor) w cenie 22 zł, a także pojedyncze próbki po 5,99 zł.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Jakiś czas temu zachęcałam do rejestracji w trnd, które przygotowywało kampanię kapsułek do prania Vizir.

Mnie udało się zakwalifikować do tej kampanii i w piątek kurier przyniósł mi mój pakiet testowy: dwa opakowania kapsułek Vizir Original Fresh, w każdym po 15 sztuk. Jedno mam zużyć sama, drugie - rozdać znajomym razem z ulotkami. I oczywiście na bieżąco referować wrażenia, wnioski i spostrzeżenia wszystkich tych, którym dane będzie produkt wypróbować.

vizir

Kapsułki wyglądają tak:

vi

vi

 

Jak się sprawdza?

O tym napiszę coś więcej, jak już dobrze go przetestuję :)

W poprzednim wpisie wspomniałam o Streetcom.

s

Jeśli jeszcze ktoś nie wie - jest to agencja, która przeprowadza kampanie, w których za darmo można testować przeróżne produkty.

Ja dotąd brałam udział w kampanii UPC na żądanie i Foodpanda. Teraz zapowiadają aż 7 różnych kampanii, z przeróżnych dziedzin. Myślę, że szanse na uczestnictwo są spore.

To nic nie kosztuje!

Aby zarejestrować się w Streetcom, wystarczy kliknąć tutaj.

Bardzo lubię czytać książki. Jak tylko zacznę jakąś i choć trochę mnie zainteresuje, dążę do tego, żeby szybko ją skończyć. A raczej męczy mnie ciekawość, co będzie dalej, jak się rozwinie fabuła; nie mogę doczekać się rozwiązania spraw, wyjaśnienia wszystkich niepewności. To przeważnie następuje w końcówce, więc większość książek czytam prawie z zapartym tchem, wykorzystując do tego każdą wolną chwilę. Czasem nawet trochę zaniedbuję swoje obowiązki, bo ważniejsze staje się życie bohaterów. A ja nie potrafię przestać się zastanawiać, jak się wszystko wyjaśni, albo klasycznie: kto jest mordercą ;)

u

Na szczęście czytam dość szybko, więc te zaniedbania są raczej krótkotrwałe. Mąż żartuje, że książek nie opłaca mi się kupować. Bo dzień, dwa, najwyżej trzy, i książka ląduje na półce. Zamiast się nią delektować i przez wiele dni czerpać z niej przyjemność - szast-prast i przeczytana. Ale jak ja mam ją odłożyć, skoro nie wiem, co się w niej wydarzy dalej?

Teraz czytam: Paryż, 8:08, autor: Henri Loevenbruck.

1

Opisana jako thriller. O człowieku, który nie pamięta swojej młodości i jest przekonany, że jest schizofrenikiem. Tak przynajmniej twierdzi jego psychiatra i rodzice. Objawem choroby są halucynacje słuchowe. Ale kiedy w dzień zamachu terrorystycznego udaje mu się przeżyć i uciec z wysadzanego budynku, bo usłyszał głosy zamachowców. Zaczyna mieć wątpliwości co do swojej choroby. Wkrótce przekonuje się, że naprawdę słyszy myśli innych ludzi, a cały jego najbliższy świat: praca, dom, rodzice, wszystko to, co znał, nie jest prawdziwe, ale jest częścią wykreowanej specjalnie dla niego rzeczywistości.

I tyle na razie przeczytałam. Kto i po co to robił? Jeszcze nie wiem. A chciałabym wiedzieć, dlatego zaraz pewnie po tę książkę sięgnę, licząc na to, że dzieci jeszcze chwilę pośpią.

 

Filmy też lubię oglądać. Zagadki kryminalne, komedie, obyczajowe. Szczególnie lubię takie baśniowe, "z klimatem", jak np. Jasminum, Charlie i fabryka czekolady... Ale nie oglądane w pośpiechu, z marszu, z przerwą na reklamę. Bo trzeba wejść w atmosferę filmu. Dlatego bardzo lubię kino. Dawno już nie byłam...

Namiastką kina może być obejrzenie filmu w domu. W domu też można stworzyć sobie warunki, które pozwolą skupić się tylko na filmie, odciąć się od wszystkiego, co przeszkadza - tak jak w kinie zamykają się drzwi, gaśnie światło, i zostaję tylko ja i film. Potrzebny do tego jest odpowiedni czas - kiedy nie czekają żadne obowiązki, dzieci śpią... Trzeba wyłączyć komputer, komórkę najlepiej też. Usiąść wygodnie (ale nie za bardzo, żeby nie trzeba było walczyć ze snem), z filiżanką herbaty albo jakąś drobną przekąską.

Łatwiej jest stworzyć sobie takie warunki do delektowanie się filmem, jeśli samemu można wybrać czas jego oglądania. Kiedy nie trzeba zdawać się na zbieżność swojego czasu z programem telewizyjnym. To jest ta wyższość wypożyczalni filmów nad telewizją...

Tradycyjne wypożyczalnie filmów straciły już rację bytu; teraz chcąc sobie wybrać film, wystarczy wziąć do ręki pilota... Taką możliwość stwarza na przykład UPC na żądanie. Mając podłączoną telewizję UPC, ma się dostęp do bardzo szerokiego zakresu filmów przeróżnych gatunków, w tym filmów całkiem nowych. Wystarczy za pomocą pilota poszukać, wybrać, wpisać PIN.

 up

Ceny filmów zaczynają się od 10 zł, nowości są droższe. Opłata jest doliczana do rachunku. Jeśli coś przerwie oglądanie filmu, można do niego wrócić przez 24 godziny, przy niektórych filmach nawet dłużej.

 u

Od dawna miałam tę możliwość w domu, ale w ogóle nie zwracałam na to uwagi. Ale Streetcom organizował kampanię promującą UPC na żądanie i wzięłam w niej udział. Mogłam za darmo spróbować tej funkcji swojej telewizji. I dałam się przekonać :)

czwartek, 23 stycznia 2014

Dobrze jest mieć w domu dyżurne ciastka. Na wypadek niespodziewanych odwiedzin sąsiadki czy koleżanki. A także dla siebie, gdy akurat ma się ochotę na coś słodkiego. Ja dziś tutaj przedstawię przepis na ciastka, które z powodzeniem nadają się do dłuższego przechowywania. Tym samym świetnie mogą pełnić rolę słodkiej przekąski "na wszelki wypadek".

Ich drugą zaletą jest to, że są bardzo łatwe w wykonaniu. Właściwie prostsze to już chyba nie mogłyby być. Dla udowodnienia dodam, że u nas robi je mój mąż, który poza tym trzyma się z dala od kuchni (chyba, że jest coś w lodówce do podjadania, wówczas przebywa w kuchni częściej :P).

Tym razem było mu łatwiej je upiec, ponieważ mógł liczyć na pomoc Moniki :)

Trzecią zaletą tych ciastek jest to, że są po prostu smaczne. Słodkie, z wyraźnie wyczuwalnym maślanym aromatem (o ile użyje się dobrego masła, oczywiście). Idealne do kawy.

c

 

Składniki:

250 g masła

250 g cukru

500 g mąki

2 jajka

cukier waniliowy

płaska łyżeczka proszku do pieczenia

do dekoracji:

cukier puder do lukru

kolorowa posypka

 

Wykonanie:

Wymieszać wszystkie składniki: najpierw posiekać nożem, potem zagnieść rękami.

c

rozwałkować, wykrawać kształty foremką (albo szklanką, albo pokroić nożem na podłużne prostokąty - jak kto woli; mnie najbardziej odpowiadają podłużne, krojone nożem)

c

Upiec w temp. 1600C.

Potem łyżeczką nakładać lukier (cukier puder rozpuszczony w wody) i udekorować posypką.

c

c

 

Po wyschnięciu lukru włożyć do zamykanego pudełka. I wykorzystywać w sytuacjach awaryjnych i na co dzień :)

c

wtorek, 21 stycznia 2014

Przypadkiem natrafiłam na informację, że Kringle Candle chętnie podejmuje współpracę z blogerami, wynagradzając prezentem za wpis na ich temat. Nie znałam tej firmy, nigdy nie słyszałam nawet nazwy Kringle Candle, więc bardzo mnie ta informacja zaintrygowała. 

Poszperałam, znalazłam stronę internetową firmy i wreszcie dowiedziałam się, o co chodzi.

Firma Kringle Candle to dość młoda amerykańska firma, ale doświadczenie producentów sięga połowy XX wieku, kiedy to Mike Kitterdge, mocno związany z firmą, otworzył swój pierwszy zakład produkcyjny. Ale nie historia jest tu istotna, ważniejsze są informacje, które podają o swoich produktach. A co produkują?

Świece zapachowe. Ale nie takie, jakie spotykamy w marketach, tylko prawdziwe i naturalne. Olej parafinowy i naturalne olejki eteryczne. Białe, eleganckie, pasujące do każdego wnętrza, palące się jasnym, mocnym płomieniem. Zawarte w szklanych, gustownych opakowaniach.

kc kc

Firma oferuje szeroką ofertę zapachów, tworzonych metodą testową - czyli poprzez kolejne próby, do osiągnięcia zadowalającego efektu.

Wśród wielu różnych aromatów można znaleźć zapachy owocowe, roślinne, świąteczne, a także grupę zapachów opisanych: przysmaki, wśród których można znaleźć piernik, naleśniki, Creme Brulee, dyniową latte i inne.

kc kc kc kc

Dostępne są również tak oryginalne zapachy, jak świeżo skoszona trawa czy deszczowy dzień.

kc kc

I całe mnóstwo innych!

Bardzo mnie ten zapachowy świat zaciekawił. Z niecierpliwością czekam na obiecany prezent! A jak tylko go wypróbuję, na pewno podzielę się wrażeniami.

Jeśli kogoś Kringle Candle zaintrygował tak samo jak mnie, podaję informację, że produkty firmy można kupić w sklepach stacjonarnych, których w Polsce jest dwadzieścia kilka albo przez internet. Dokładne informacje można znaleźć tutaj.

 

p.s. We wpisie wykorzystałam informacje i zdjęcia ze strony internetowej kringle-candle.pl

środa, 15 stycznia 2014

Znacie markę Sensilis? To luksusowe dermokosmetyki, produkowane w Hiszpanii, dostępne w aptekach.Zupełnie nie na moją kieszeń.

Ale wzięłam udział w zabawie organizowanej przez Sensilis na ich Facebooku i wczoraj znalazłam w skrzynce kopertę zawierającą 10 próbek luksusu.

se

Otrzymane próbkowe saszetki zawierają różne specyfiki, z różnych linii i o różnym działaniu.

Między innymi dostałam krem i żel-krem głęboko nawilżający,

se

a także krem rozświetlający na dzień zapobiegający zmarszczkom,
ujędrniający krem na dzień
krem zapobiegający starzeniu się skóry,

a także kosmetyki z kawiorem:

intensywny krem pod oczy
przeciwzmarszczkowy krem regenerujący na dzień
i "kolor z kawiorem" - krem przeciw efektom starzenia się skóry

se

 

Ten ostatni od razu wypróbowałam (dlatego, że tylko jego były dwie saszetki).

I powiem Wam, że jest genialny!

Po otwarciu saszetki okazało się, że ma bardzo ciemną barwę, więc byłam przekonana, że będzie wyglądał sztucznie.

se

A tymczasem bardzo łatwo się rozsmarował i dopasował do mojej karnacji. Zmatowił cerę i wygładził, jak porządny podkład - tylko lepiej :)

Do tego genialnie pachnie - delikatnie, pudrowo, ale równocześnie świeżo. Sama przyjemność.

Jak kiedyś pod koniec miesiąca, po uregulowaniu wszystkich opłat i zrobieniu wszystkich niezbędnych zakupów zostanie mi parę wolnych setek (ha ha ha), to go sobie kupię! O!

(właśnie sprawdziłam, 50 ml można kupić już za niewiele ponad 100 zł)

wtorek, 14 stycznia 2014

A dziś wrócę do kuchni. I przedstawię swój przepis na filet z kurczaka pod kołderką.

Jest to luźna wariacja na temat schabu pod kołderką, według przepisu którejś z dziewczyn z dzieciowego forum. Już nie pamiętam, kto go podawał, ale zawsze będę za niego wdzięczna!

Dziś zrobiłam z kurczaka, bo akurat takie mięso miałam w zamrażarce. Kiełbasy dodałam, aby troszkę wzmocnić smak delikatnego fileta.

Wyszło całkiem smacznie:

Delikatny kurczak wzmocniony smakiem kiełbasy i przypieczonego majonezu,  lekko słodki i wilgotny dzięki dodatkowi marchwi.

Szybki i łatwy, a równocześnie nietuzinkowy sposób na sycące danie obiadowe. Treściwe, szczególnie przyjemnie smakuje w chłodniejszych porach roku.

   Uwaga: przepis podaję na ilość standardową, a ja robiłam z trzech dużych filetów; więc zdjęcia przestawiają większą ilość, niż wyjdzie, jeśli będziesz robić według poniższego przepisu.

 

Filet z kurczaka pod kołderką

składniki:

dwa pojedyncze filety z kurczaka

100 g kiełbasy śląskiej

marchewka - średniej wielkości

majonez

sól, pieprz w młynku

wykonanie:

Przygotuj składniki: kiełbasę pokrój w cienkie plastry,

p

marchew zetrzyj na tarce o grubych oczkach.

p

Filet przekrój wzdłuż (lub inaczej, byle plastry nie były zbyt cienkie; ja cięłam "po przekątnej")

p

i bardzo delikatnie rozbij przez folię spożywczą.

p

 

Mięso ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Można dość ciasno, bo to nie ciastka - w trakcie pieczenia nie urośnie, a raczej się skurczy.

p

oprósz solą  i  świeżo zmielonym pieprzem.

p

Na każdym kawałku połóż 2-3 plasterki kiełbasy 

p

i trochę startej marchwi. 

p

Na  wierzch  na nałóż (szprycą lub za pomocą dwóch łyżek) majonez.

Majonez  odpowiada  za intensywność  smaku, ale równocześnie dodaje potrawie tłustości i kalorii, jego ilość uzależnij więc od swoich preferencji.

Ja dodaję jedną czubatą łyżkę na porcję.

p

Włóż do nagrzanego piekarnika, piecz dotąd, aż majonez zacznie się rumienić. Zależnie od piekarnika i ustawionej temperatury, może to trwać 30-45 minut.

p

p

 Podawaj z ziemniakami (najlepiej z wody, bo danie jest dość tłuste) i dowolną surówką.

p

 

Smacznego!







 
1 , 2
Katalog-blogow.pl